Mieć czy nie mieć dzieci

url

Większość decyzji można przekładać w nieskończoność, niestety tylko większość. Decyzja z relatywnie ścisłe określonym „terminem ważności” to oczywiście kwestia dzieci.

Jestem w wieku, który moja babcia określa jako „ostatnie podzwonne”. Ginekolog, moja mama, teściowie również nie omieszkują mi o tym „wspominać” przy każdej okazji.

A my … no właśnie … a my nie wiemy. Wiadomo, ze nie są prawdziwe twierdzenia, ze każda kobieta ma automatyczne instynkty macierzyńskie… ale analityczne podejście do kwestii „mieć czy nie mieć dzieci” … cóż … takie podejście nadal rzadko spotyka się ze zrozumieniem. Ja w najlepszym wypadku dostaje od znajomych pobłażliwe przytakiwania.

Wiele moich koleżanek „od zawsze” chciało mieć dzieci. Są tez takie (bardziej w NY niż w Warszawie), które dobrze wiedza ze nie chcą mieć dzieci. A ja nie wiem.

Mamy dwie grupy znajomych. Jedna składa się z par, które z wyboru nie mają dzieci. Oni przekonują nas ze swoje szczęście i to ze ich małżeństwa są tak udane zawdzięczają właśnie temu, ze są bezdzietni. Cztery absolutnie szczęśliwe pary, które świadomie podjęły decyzje, ze nie chcą mieć dzieci. Argumenty na rzecz nie posiadania dzieci dość łatwo podać bo są niejako mierzalne – mniejsze wydatki, więcej czasu dla siebie, można spać co najmniej o 3 godziny dłużej i etc. – wszystko to można wyliczyć, zmierzyć, wykalkulować.

Z argumentami za posiadaniem dzieci nie jest już tak łatwo.

Nasz druga grupa znajomych, twierdzi ze bez najmniejszego zastanowienia powinniśmy mieć dzieci. Oni twierdzą, ze absolutnie nie ma nic lepszego niż życie z dziećmi. Ta druga grupa twierdzi ze jest trudno, zwłaszcza na początku, ale uśmiech dziecka wygradza im wszystko. Chociaż trudno tu o matematyczne dowody twierdzą ze bilans jest bez dwóch zdań dodatni.

My jesteśmy gdzieś tam pośrodku. Jesteśmy idealnym wujkiem i ciocia. Ja rozczulam się na widok malutkich skarpetek, ale ja tez lubię nasze leniwe niedziele w łóżku i spontaniczne podroże.

Właśnie największa trudność przy podjęciu takiej decyzji to fakt, ze lubimy nasze życie takie jakie jest.

Argumenty w stylu „kto Ci poda szklankę wody na starość?” nie przemawiają do mnie w ogolę. A mówiąc szczerze uważam to wręcz za dowód okrucieństwa, głupoty albo raczej naiwności rodziców.

Dzieci to odpowiedzialność. Jeśli już być matką to tylko dobrą matką. Powoływanie na świat dziecka tylko po to aby dotrzymało nam towarzystwa na starość jest egoistyczne i niesprawiedliwe. Oraz jest szczytem naiwności – patrząc na większość starszych osób to tą przysłowiową szklankę wody otrzymują od pielęgniarek, a nie dzieci.

Drugi trend, który mnie jeszcze bardziej złości to wiara, ze dzieci cementują małżeństwo.

Dla mnie to kolejnej wyraz głupoty. Ale jeżeli ludzie tkwią w związku dla dzieci i dla świętego spokoju wybierając „mniejsze zło” – to przecież najbardziej krzywdzą dzieci. Nie ma nic gorszego niż nieszczęśliwi, sfrustrowani rodzice – tacy rodzice gwarantują potomstwu kilkadziesiąt sesji u psychologa i stały dochód dla przemysłu farmaceutycznego.

Jeżeli dwójka nieszczęśliwych ludzi chce trwać w tym związku budzącym w nich tylko złość i frustracje (i nie maja dzieci) – to ok – bo wtedy krzywdzą tylko siebie. Problem zaczyna się jeżeli tkwią w związku i krzywdzą dzieci.

Mieć czy nie mieć dzieci. To jedno z najtrudniejszych pytań. Co myślicie?

57 thoughts on “Mieć czy nie mieć dzieci

  1. Pingback: The Best of Little Town Shoes 2013 | Little Town Shoes

  2. Czytajac Twoje dylematy, mam wrazenie ze Ty podjelas juz decyzje, tylko jeszcze boisz sie ja wypowiedziec glosno (moze sie myle, to moje subiektywne odczucie) Ja mialam plan…. nie miec dzieci do trzydziestki, wykorzystac na maksa swobode a potem powiekszac rodzine. Teraz kiedy mentalnie dojrzalam do maciezynstwa, okazuje sie ze moje cialo odmawia wspolpracy. Bardzo chce a nie moge – tyle z mojego zyciowego planowania :)

    • Zgadzam się w stu procentach co do kwestii już podjętej decyzji ;) Czytając ten temat, również miałem wrażenie, że decyzja została już w pewien sposób podjęta ;) O reszcie się nie odzywam, bo nie mam pojęcia ;) Pozdrawiam ;)

      P.S
      W pewien sposób namówiłaś mnie do założenia konta na wordpress :P nie muszę już nić wypełniać przy dodawaniu komentarzy, a to jest przyjemniejsze.
      Pozdrawiam, I love New York ;)

      P.S II
      Zapewne mówiłem już to wiele razy, ale mimo wszystko powiem raz jeszcze – UWIELBIAM TEGO BLOGA !! Do tej pory jesteś jedyną autorką która mnie zaraziła swoim blogiem, oby jak najdłużej. W zasadzie to jest jedyny blog który kiedykolwiek przegladałem, LUBIĘ TO :D Buziaczki ;* Do następnego ;)

  3. Ula (39 lat). Nigdy nie chcialam miec dzieci. Wyszlam za maz, zakochalam sie w kims innym, wiec sie rozwiodlam i znowu wyszlam za maz. Obaj moi mezowie szanowali/szanuja moja decyzje. Dzieci miec nie chce i wiem ze nigdy nie bede chciala. Kocham moja wolnosc, czas (ktorego i tak jest przeciez na wszystko tak malo), mozliwosc spelniania marzen. To jest tak jak z majonezem, jesli ktos go nie lubi to nie powinien go jesc tylko dlatego ze ktos przekonuje iz majonez jest zdrowy, albo ze jak teraz sie go nie zje to sie popsuje… Najwazniejsze zeby zyc wlasnymi marzeniami a nie marzeniami innych. :)

  4. Trudne pytanie. Jeśli chodzi o instynkt, to nigdy go jakoś specjalnie nie miałam. Ale wiedziałam, że chcę kiedyś mieć dzieci. Zawsze myślałam, że będę miała dwójkę. A wcale nie byłam (i nadal nie jestem) miłośniczką wszystkich dzieci. I może to głupie myślenie, a może zbyt proste – po prostu wydawało mi się, że taka jest kolej rzeczy i już, i że jestem to „winna” mojemu przyszłemu dziecku. W końcu gdyby moja mama nie chciała mieć dzieci, to by mnie nie było, a ja lubię być ;) W ciąży instynkt jakiś specjalny też się nie pojawił. Pojawił się dopiero po urodzeniu dziecka razem ze strachem o jego życie. Kiepski początek to był. Córka miała mnóstwo przejść zdrowotnych i pierwszy rok życia spędzaliśmy głównie w szpitalach. Teraz zdrowie już się wyprostowało, pozostało „tylko” opóźnienie w rozwoju, które zmniejsza się baaaardzo powoli i w sumie nie mam gwarancji, że kiedyś będzie całkiem normalnie. Ale córka jest zdrowa, wesoła, kochana i oczywiście nie zamieniłabym jej na inne dziecko i nie żałuję, że ją mam, mimo tych wszystkich problemów. I mimo tych wszystkich przeżyć nie zamieniłam się w kwokę i nadal myślę też o sobie. Dbam o to, żeby codziennie mieć trochę czasu dla siebie, żeby czytać książki i spotykać się z ludźmi, pójść na aerobic, czasem gdzieś wyjechać. Oczywiście nie ma co ściemniać, i warto powiedzieć, że pomoc rodziny jest przy tym nieoceniona. Przed podjęciem decyzji o dziecku na pewno warto zastanowić się, czy mamy na kim polegać – czy mąż pomoże i zostanie z dzieckiem, jeśli będzie taka potrzeba, czy mamy w okolicy babcię, czy stać nas na nianię. Oczywiście są kobiety dla których dzieci są jedynym sensem życia i nie wyobrażają sobie rozstania z dzieckiem dłuższym niż na godzinę. Ale zakładam, że skoro póki co nie wiesz, czy chcesz mieć dziecko, to raczej do nich nie należysz, więc czyjaś pomoc na pewno się przyda ;) U mnie zmienił się natomiast pogląd co do drugiego dziecka. Na chwilę obecną z mężem mówimy „nie”, bo się po prostu boimy powtórki z rozrywki, i na chwilę obecną też nie wyobrażamy sobie zgrania logistycznego rehabilitowania córki z wychowywaniem niemowlaka. No i trochę też przemawia za tym nasze wygodnictwo, ale gdyby nie złe wspomnienia, to mimo wygodnictwa bym się zdecydowała. Wiem, że kiedyś pewnie będę żałować tej decyzji, i już teraz żałuję, że nie będzie mi dane doświadczenie urodzenia zdrowego dziecka, wyjście z nim do domu i patrzenie jak rozwija się zgodnie z normami, bez martwienia się o jego życie, ale jestem w stanie z tym żyć. Strach jest póki co za duży. Każda sytuacja jest inna, każdy człowiek jest inny, i decyzja o pierwszym, drugim, czy dziesiątym dziecku powinna być tylko i wyłącznie naszą decyzją i nikomu nic do tego.

  5. Mysle, ze miec jesli tego chcesz. Nie sluchaj innych. Mam tabun kolezanek ktore urodzily pierwsze dziecko okolo 40 stki i uwazaja, ze to jest to ! Przedtem mialy albo dylematy, albo absolutnie nie chcialy. Trudne pytanie, sama dzieci nie mam, i u mnie tez „ostatni dzwonek” jak to mowi moja mama… Dopiero teraz od jakiegos roku czuje, ze bym chciala miec dziecko. Nie kazda kobieta albo para musi miec dzieci.

  6. Mam blisko 27 lat i jestem mamą 2,5 letniej córeczki. Dla jednych to szybko dla innych późno. NIgdy nie zadowolisz wszystkich. I w sumie nie o to chodzi. Ja chciałam, bardzo chciałam być mamą i nie żałuję choć oczywiście mam momenty zwątpienia :P Myślę, że nigdy do końca nie pozbędziesz się wątpliwości. Ale wiem jedno jeśli będziesz gotowa to powiesz o tym głośno z przekonaniem a nie ze znakiem zapytania. W naszym towarzystwie jest juz „drugi rzut” :P A ja? mimo, że chciałam bardzo pierwszego dziecko, nie chce jeszcze drugiego. Nie dlatego, ze mnie rodzicielstwo rozczarowało, ale logistycznie sobie tego nie wyobrazam. Nie chce zrobic sobie drugiego dziecka, szybko i ‚wyjsc z pieluch’ miec z glowy. Chce chciec. Zanim moja corka skonczyla 9 miesiecy, bylysmy w NL, na wakacjach w Hiszpanii etc. da sie, choc wiadomo są ograniczenia, nie jedziesz kiedy są największe upały, nie wylegujesz się godzinami na plazy z palemka w drinku. Wakacje są inne rodzinne, ale nie nudne ;) Uwielbiam pokazywać córce nowe miejsca, rzeczy i widzieć jej zachwyt w oczach ;) ale sie rozpisalam :P reasumując jak będziesz gotowa to będziesz gotowa, nic na siłę ;)

  7. Ja też nie wiem… A argumenty w stylu „teraz albo nigdy” do mnie nie przemawiają… Kiedy poczujemy, że to „ten moment” to będziemy próbować, jeśli się nie uda, a bardzo będziemy chcieć to przecież jest jeszcze adopcja. Najpiękniejsze relacje zbudowałam z ludźmi, z którymi nie wiążą mnie więzy krwi, dlaczego by więc nie dać miłości, opieki i domu dziecku, któremu los odebrał rodziców?

  8. „Ta druga grupa twierdzi ze jest trudno, zwłaszcza na początku, ale uśmiech dziecka wygradza im wszystko.” O nie nie, nie wyobrażam sobie żeby jakiś mały ledwo widoczny uśmiech był w stanie wynagrodzić komuś TYLE (!!) poświęceń i wszystkiego.
    Fakt, decyzja trudna ale jest jeden plus Twojego niezdecydowania, nie jesteś w nim sama bo z tego co piszesz Twój mąż nie naciska tak jakby sam nie wiedział czy chce. Chyba nie ma nic gorszego (no jasne że jest, no chodzi mi o to że to jest okropne.) kiedy jednak osoba w związku chce i wręcz nalega, podczas gdy druga nie jest przekonana/gotowa i co gorsza jeśli tą drugą osobą jest kobieta, która jakby na to nie patrzeć i ile by nie otrzymała od męża pomocy i wsparcia, to zawsze ona więcej to zajęcie się dzieckiem musi włożyć, bardziej się poświęcić i w pewnym sensie musi być bardziej odpowiedzialna.
    Dopiero dziś trafiłam na Twojego bloga, więc (jako że się nie orientuję a może w innych postach była taka informacja) spytam, ile masz lat? Ciekawi mnie to ze względu na stwierdzenie że Twój zegar biologiczny już tyka. A jeszcze inna sprawa.. jeżeli Wam to nie przeszkadza, to pewnego dnia kiedy jednak zdecydujecie się na dzieci a biologicznie będzie za późno – zawsze zostaje adopcja.
    Fajnie jest przeczytać że lubisz swoje życie takie jakie jest teraz i nie dziwię się że aż szkoda byłoby je zmieniać.

  9. Jestem w tym samym momencie życia. Może już powinnam, a nie mogę się zdecydować (w sumie każde „powinnam” budzi we mnie sprzeciw, z zasady). Lubię swoje życie i czas, który mogę poświęcić tylko sobie. Cenię sobie chwile samotności, w małżeństwie też. Dobrze się czuję we własnym towarzystwie, mam tak od zawsze :)
    Dlatego też ciągle się waham. Nie przekonują mnie stwierdzenia, że „jakoś to będzie” czy „zobaczysz, to odmieni twoje życie” (tego to ja się z jednej strony akurat obawiam), ale… chyba nie wybaczyłabym sobie, gdyby po decyzji, gruntownie przemyślanej i podjętej w pełni świadomie, okazało się, że nie mogę mieć już dzieci. Paradoks.

  10. Pingback: Zasady przyciągania « Little Town Shoes

  11. Zgadzam się – mam także taki dylemat i ciągle nie wiem czy podjęta decyzja – jaka by nie była – będzie dobra… drażni mnie tylko anie się rodziny i brak szacunku do podejmowanych decyzji…

  12. We are also happy with our life as it is, without children…Of course I also worry that one day I will regret this. Still, I cannot imagine my life with no solitude, and aloneness, which I like!

    I sometimes also feel that to bring a child into the world just for me to have „the experience” and that special love, is very selfish. There is so much pain in life, and I do not wish to create another human being, whom I cannot protect from pain. But it is hard to say this to a parent…

  13. To bardzo kontrowersyjny temat:/ JA nie wyobrażam sobie życia bez moich dzieci ale rozumiem inne pary, które nie chcą, z wiekiem ta świadomość posiadania dzieci chyba przesuwa się na nie bo życie jest wygodniejsze:)
    A apropos idealnej matki ojca, to ułuda – nie ma takiego czegoś, uczymy się całe zycie w tym i na swoich pociechach

  14. Wydaje mi się, że wszytskie panie powiedziały wszystko w tym temacie. Ja – 35 i pół chyba już będę tylko najlepszą ciocią jaką mogę być. Nie wiem, czy żałuję.Oczywiście, że wiele rzeczy mnie ominęło. Trudno. Mam też takie przemyślenie, że po to się ma dzieci, że kiedy się starzeją rodzice i tzreba myśleć, że odejdą, to dzieci dają nam przeciwwagę. Z jednej strony mamy nieuchornną konieczność starzenia się i umierania,z drugiej życie, które daje radość. Z drugiej strony – skonczymy zmieniać pieluchy bejbusowi, zaczynamy zmieniac rodzicom. Cykl życia wyznaczony przez pampersy.

  15. jestem na nie! a jak patrzę na zdjęcie wyżej to tym bardziej jestem pewna słuszności swych wyborów :P

    Mogę Ciebie zaadoptować bo jesteś fajna, nie nudzisz i nie krzyczysz, do tego na pewno nie nosisz małych (nie)rozczulających mnie skarpet ;D

    <3

  16. jestem na nie! a jak pacze na zdjęcie wyżej to uświadamiam sobie jeszcze bardziej slłuszność moich wyborów :P

  17. ja naleze do osob, ktore wiedza ze nie chca miec dzieci. i nawet niestety ( na szczescie? ) nie jest ze mnie dobra ciocia bo go dzieci nie mam podejscia. jest ono zerowe, jak nie ujemne. Dzieci mnie nie bawia, nie rozczulaja i nie interesuja.
    Ciesze sie jak ludzie potrafia to zaakceptowac a nie wmawiaja mi ze na pewno zmienie zdanie w przyszlosci. Ok, kto wie co sie zdarzy, moze moje zycie z pewnym powodow przekoziołkuje i nagle poczuje instynkt. Ale tak gdybac mozemy o wszystkim, wiec te argumenty do mnie nie przemawiaja.

    Wole nie miec dzieci, niz krzywdzij ze przez cale zycie wyrzutami ze musialam je urodzic i pokrzyzowaly mi jakies plany. Sa i takie matki a ja moglabym byc jedna z nich wiec tak jak pwoiedzialas po coprzywolywac dzieciaka na swiat. Zeby potem placil za nasze bledy i nasz egoizm? Nie, dziekuje.

    • chciałam jeszcze dodac, ze przypominanie o zegarze biologicznym przez kogokolwiek ( moze oprocz lekarza, ktory ma prawo zwyczajnie uswiadomic pacjentke ) jest totalnym nietaktem i wtykaniem nosa w nieswoje sprawy…

  18. Wazny temat poruszylas. chcialam zauwazyc, ze zadna z wypowiadajacych sie wyzej pan nie powinna byc wyznacznikiem do Twojej bardzo osobistej decyzji, bo nie mozna jednoczesnie „miec dziecko i go nie miec”, zeby poznac obydwie strony medalu.
    Tez ostatnio duzo o tym mysle i chce zyc tak, zeby ta decyzja (jakakolwiek nie zapadnie) nie byla barometrem mojej szczesliwej czy nieszczesliwej starosci.
    W tych kwestiach wielu ludzi ulega presji spolecznej nie wsluchujac sie w swoje wewnetrzne potrzeby.

  19. Mam 25 lat, wiele osób też już mi sugeruje, że już powinnam zacząć myśleć nad macierzyństwem, niektórzy wprost mówią, że „powinnam wziąć się do roboty”, bo jestem już w końcówce najlepszego okresu na ciążę. Ja póki co daję sobie czas do trzydziestki, ale szczerze mówiąc, nie potrafię wyobrazić sobie swojego życia z dzieckiem… Ponoć kiedy kobieta zachodzi w ciążę hormony tak zaczynają działać, że nawet uśpiony instynkt macierzyński się budzi. No nie wiem. Póki co nie chcę.

  20. Myślę że to bardzo trudny temat dostarczający regularnie wielu parom złości i rozczarowania. Wiele nacisków ze strony rodziny społeczeństwa jakieś oczekiwania… I w końcu nie wiemy czy chcemy te dzieci czy nam je ‚wmówiono’. Ja przez pewien czas bałam się, że pewnego dla niezależnie ode mnie włączy mi się instynkt za pomocą hormonów i mój organizm zmieni za mnie zdanie. W tym momencie nie czuję instynktu i cieszę się życiem takim, jakie jest teraz. Nie przyspieszam rozwoju zdarzeń i myśle, że gdy będe w takim ‚ostatecznym’ dla rodzenia wieku, juz będe wiedziała. Przynajmniej taką mam nadzieje. Smuci mnie tylko fakt, że często bezdzietne pary w PL uważa się za niedojrzałe i egoistyczne.

  21. Po raz kolejny – Ty piszesz posta, ja się pod nim podpisuję rękami i nogami ;) Co prawda, ja mam jeszcze czas, ale szczerze mówiąc – nie wyobrażam sobie tego, że mogłabym mieć dzieci. Wszyscy mówią – zobaczysz, jeszcze Ci się odmieni.

    Nie sądzę, że jestem w stanie tak się poświęcać dla kogoś, jak np. moja mama dla mnie i mojej siostry. Właściwie zrezygnowała w pewnym okresie życia ze swoich spraw, by wozić nas do szkół i na zajęcia poza lekcyjne… Teraz, gdy obie jesteśmy dorosłe i mieszkamy poza domem widzę, że nie może znaleźć sobie miejsca.

    Poza tym, ze względów medycznych powinnam jeszcze poczekać. Minimum 5 lat, a optymalnie około 7-8. Nie wiem czemu, ale myślę że im człowiek starszy, tym ciężej podjąć decyzję o posiadaniu potomstwa. Dopóki nie ma się jeszcze poukładanego życia, obranej ścieżki kariery, to jakoś łatwiej jest ludziom wpisać do tego dziecko, znaleźć na nie miejsce. Później.. No cóż, wg. mnie jest trudniej, bo musimy z czegoś zrezygnować – czy to ze spontanicznych wypadów, czy dodatkowych zajęć itp.

    Generalnie i podsumowując – instynktu macierzyńskiego u siebie nie zauważyłam :D Małe skarpetki i stópki rozczulają chyba wszystkich ;)

  22. Ja tak samo nie wiem. Nie przemawia do mnie argument o „szklance na starosc” i o pomocy rodzicom. To chyba w dawnych czasach moze i sie sprawdzalo, ale teraz to nie bardzo prawda. Czy 9 miesiecy z brzuchem to naprawde cos takiego super? Chyba dla 1 na 20 kobiet. Czy usmiech dziecka wynagrodzi mi cala noc jego wycia i ryku? Watpie.
    Ale z drugiej strony, cos mi mowi, ze jak juz podrosnie to moze byc fajnie. Tylko pierwsze 2 lata trzeba jakos przetrwac. Gdyby adopcja byla w tym kraju zalatwiana jakos sensownie, to bym poprostu adopotowala takiego 3-latka :) Ale nie chce rodzic i nie chce zarywac nocy i nie chce ryku noworodka.

    • Całkowicie się z tym zgadzam. Co więcej, drażni mnie rozczulanie się koleżanek na widok małych dzieci (obcych) albo gdy jedna z nich opowiada co to ostatnio zrobił jej siostrzeniec :| No rzeczywiście, nie ma to jak news miesiąca, hehe.

    • po tym co piszesz, zapomnnij…..dzieci nie sa dla ciebie : ) adopcja jest skomplikowana sprawa , zeby niedojrzale kobiety, nie mogly zaaodoptopwac 3-latka z wzgledu na swoje lenistwo ; )))

  23. Ja też! Ja też nie wiem. W tej chwili nie chce, choć niedawno jeszcze chciałam. Moze znowu zechce? Daje sobie czas do 40 na decyzje :). Wiem, ze wtedy komplikacje i trudności, ale udaje sie i coś za coś.

    • niekoniecznie komplikacji i trudnosci to raz a dwa ze statystycznie 40 letnie pierworodki ( bleeee ohydne slowo :P) sa duze bardziej swiadome swojego ciala i lepiej przygotowane zarowno do ciazy jak i do wychowywanie dziecka

  24. Kwestia posiadania dzieci to bardzo indywidualna sprawa i w moim odczuciu nikt, ani nic (nawet jeżeli zegar biologiczny już szybko tyka) nie powinno nas do tego zmuszać. Nie można decydować się na dziecko tylko i wyłącznie dlatego, że czas leci i później będzie już to niemożliwe. Dziecko to zobowiązanie na całe życie. Nie odstawimy go przecież na półkę, będzie juź zawsze z nami.
    Na chwilę obecną podzielam Twoje zdanie, jestem w przysłowiowym ‚rozkroku’, jednak bardziej przychylam się do opcji na NIE. Może kiedyś to się zmieni, ale zmuszać siebie żeby zbudować popularny model rodziny 2+1 nie zamierzam. Czasy są takie, że na szczęście mamy wybór i tak naprawdę nikogo to nie powinno obchodzić. Nasze życie, nasze klocki i jeżeli szczęśliwi będziemy podróżując i niedziele spędzając w łóżku bo tak chcemy, bo tak jest fajnie, to ja jestem na TAK. Każdy buduje swój świat z dowolnie wybranych klocków.

    Pozdrawiam :)

  25. Ja naleze do osob gdzie zegar to juz nie tyka a dzwoni jak oszalaly… a ja ciagle nie jestem w 100% przekonana, hmm… nawet w 80% nie jestem ale w zwiazku z tym dzwonieniem rok temu przestalam brac tabletki, co tylko spowodowalo, ze wszystko sie tak ladnie rozstroilo, ze nic nie dziala jak powinno :]

    Normalnie powinnam popasc w czarna rozpacz, bo „w moim wieku” to juz normalnie strach sie bac a mnie to jakos nie wzrusza.. Owszem troche drazni ale sam fakt rozstrojenia, niz to, ze jak cos to nie bedzie to takie latwe. I choc wiem, ze powinnam zrobic termin u gina, to zwlekam… ciagle powtarzam, ze jutro zrobie.

    Tez jestem swietna ciocia, moj maz wujkiem ale jakos nigdy nie mielismy parcia na wlasne potomstwo. Ciagle to przesuwalam w czasie… poniekad musialam ale wcale mi tez nie przeszkadzalo. Tez lubie ta niezaleznosc jaka daje brak dzieci. Ja nawet nie wiem czy lubie dzieci… owszem sa wyjatki, gdzie moglabym rozpieszczac do granic mozliwosci ale ogolnie bardzo czesto obce dzieci mnie (nas) draznia. I prawie mowiac nie wiem czy bede potrafila byc taka mama, jaka bym chciala byc.

    I och… faktycznie nie ma nic glupszego jak twierdzenie, ze „kto ci szklanke wody poda”… pomijajac fakt, ze swiat przed nimi otworem i nigdy nie wiadomo gdzie te dzieci wywieje… to czesto z kochanych dzieci wyrastaja dorosle potwory i to co widze w pracy mnie tylko w tym utwiedza, ze na ta szklanke z ich strony to czesto nie ma co liczyc O.o

  26. A ja mysle, że dzieci to Dar Boży. Tak, dziwnie brzmi w dzisiejszych czasach, kiedy są sztuczne metody. Dziecko się rodzi, bo takie jest Twoje i ojca dziecka przeznaczenie, nie zaplanujesz tego w 100%. Ktoś powiedział, że „Bog się smieje z naszych planów” . I cos w tym jest.

    • Niby tak, ale pozostaje jeszcze kwestia czy ktoś w tego Boga wierzy czy nie. Poza tym nie powinniśmy dzieci stworzonych dzięki metodzie in vitro traktować jako sztuczne, bo to może okazać się bardzo krzywdzące.

  27. Kiedy dzieci przychodzą na świat pokazują prawdę o związku, stąd niektóre się rozpadają a inne cementują i zabrzmi to banalnie, ale jest to kwestia miłości, czasem tzw letnie związki zyskują wiele.
    Ci co chcą mieć dzieci z egoizmu, czyt szklanka wody, tak prowadzą ich wychowanie, że pozostają sami. Jeśli człowiek sam jest dla siebie najważniejszy to …
    Rodzić jest dla dzieci, nie odwrotnie, recepty na ideał nie ma, w żadnej dziedzinie.

    Nalej herbaty do filiżanki po brzegi. Wsyp 2łyżeczki cukru. Niby nie ma miejsca, niby się przeleje. A jednak:) Takie są dzieci w związku. Zmieszczą się i w miłości i w czasie i w obowiązkach. Osłodzą dobrą herbatę, Zły smak przytłumią, na chwilę, i tak wyjdzie……

    PS ja z dziećmi podróżuję do Chin. O! Da się wszystko:)

  28. pewnie, ze miec :)
    wcale nie wyklucza to spontanicznych wyjazdow- mozna po prostu wybrac sie gdzies blizej!
    Wiadomo, ze dzieci to klopoty, ale kochane klopoty!!!
    Kiedy zobaczysz usmiech swojego bobaska lub uslyszysz madrosci trzylatka to nie bedziesz miala watpliwosci- ale to ty musisz zdecydowac, zeby potem nie zalowac

    *pisze to jako bezdzietna ;)

  29. To i tak masz lepiej, bo rozczulają Cię małe skarpetki.. na mnie nic takiego nie działa. Owszem myślę, że może kiedyś będę histerycznie chciała, ale godzę się z tym, że nie można mieć wszystkiego. Cóż na szczęście rodzina mnie nie przymusza. Nie potrafię się zdecydować „na zapas”.
    A jeśli już myślę, no dobra, może to nie taki zły pomysł, to zaraz jak zaczynam sobie wyobrażać, ile niebezpieczeństw będzie czyhać na moje dziecko i rezygnuję. Chyba bym osiwiała ze zmartwienia, bo jestem typem panikary z nadmiarem wyobraźni i trzęsącymi portkami ze strachu.

  30. Jako mama dwojki lobuziakow zdecydowanie jestem po stronie „miec”. Wedlug mnie szczescie jakie sie czuje gdy slysze od dzieci „mamusiu kocham Cie” jest nieporownywalnie wieksze niz to wynikajace z wiekszej wolnosci, ktora mamy gdy dzieci nie posiadamy.
    Ale szanuje wybor tych, ktorzy nie chca byc rodzicami.

  31. You have posed a bold and brave question. And of course there is no correct answer to it. Each person has to find the answer right for them. But you do not have children to care for you in your old age, you do not have them to cement a marriage and you do not have them because other people are pressuring you to have them (all the possible reasons you mentioned in your post).

  32. Nie ma rodziców idealnych. Może to jest tak trudne w podjęciu decyzji? Dzieci rozliczają, ze wszystkiego. Z podejścia do życia, z oceniania. Z cierpliwości. Z czasu. Z tego gdzie jesteśmy i tego, gdzie chcielibyśmy.
    Ja tez jestem pośrodku…

    • Tego rozliczania się tez właśnie boje. … mój znajomy (szczęśliwy ojciec) mówi, ze czasami życie z dzieckiem to życie jak z wrogiem, który obserwuje Ciebie bacznie, próbuje znaleźć i wykorzystać Twoje słabe punkty :)
      Mówił to żartując oczywiście ale coś w tym jest.

Porozmawiajmy :)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Twitter picture

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s